„Moonlight” — dzieło dojrzałe czy album na siłę?


No dobrze, Drodzy. Dziś opowiem o prawdopodobnie najważniejszym albumie Eda oraz podzielę się własną opinią na jego temat.


Edu wydał Moonlight z okazji 25 lat kariery muzycznej. Krążek zawiera 9 utworów, które są coverami jego najpopularniejszych kompozycji: 8 od Angry oraz jedna Almy.
Co jest takiego w tym albumie, że warto o nim wspomnieć? Przecież zawiera tylko covery – pomyślisz. Sam fakt, że zawiera wyłącznie covery rzeczywiście, może pozostawiać niedosyt, ale to tylko ocenianie książki po okładce.

W tej chwili przejdę już od razu do recenzji. Polecam w tej chwili sobie puścić ten album.


Album otwiera Nova Era. Wyraźnie słychać, że to nie jest to samo co piosenka, którą nagrał z Angrą. Pierwsze, co słyszymy to skrzypce i fortepian. Wykonanie jest bardzo finezyjne, w odróżnieniu od oryginału. Nawet głos Eda nie jest tym samym, który usłyszysz na albumie Rebirth. Kiedy włączam album, nie mogę się powstrzymać od zamknięcia oczu i wsłuchania się, podziwiania tego wykonania.
Piosenka przechodzi płynnie do kolejnego coveru – Bleeding Heart. Tutaj, oprócz skrzypiec oraz fortepianu słychać również gitarę klasyczną. Tak samo jak poprzednik, wciąż obecna jest tu finezja wykonania. Nie mogę nic zarzucić temu wykonaniu. Ba, wręcz odnoszę wrażenie, że jest lepsze niz oryginał. Co prawda piosenki nie lubię, ponieważ mam z nią złe skojarzenia, ale to nie zmienia faktu, że jest świetna i świetnie wykonana. Podoba mi się sposób, w jaki Edu śpiewa. Jest jakby przeładowany emocjami, co tylko dodaje klimatu samej balladzie.
Po raz kolejny płynne przejście. Gdybym nie wiedziała, że są tutaj zamieszczone różne piosenki, pomyślałabym, że jest to jeden, długi utwór. Trzecim utworem jest Arising Thunder. Wciąż obecna jest tutaj gitara. Czy jest podobny do swojego oryginału? Kompletnie nie, co jest wielkim plusem, jak w przypadku poprzedniczek.
W nieskończoność mogę opowiadać, jakie płynne jest przejście między piosenkami. Jest to dla mnie nie do pomyślenia wręcz. Wiele razy spotykałam się z albumami koncepcyjnymi i w żadnym nie zauważyłam tego, co w tym jednym, jedynym albumie Eda, który koncepcyjny nie jest.
Angels and Demons ma agresywne wejście, tak samo jak oryginał. Jednak po wstępie łagodnieje i nie odstaje aż tak od reszty albumu. Natomiast głos Eda jest nieco bardziej szorstki niż przy poprzednich piosenkach, na co należy zwrócić uwagę. Tutaj główną rolę odgrywa fortepian.
Teraz czas na mojego faworyta. Zaraz się dowiesz, dlaczego.
W tym utworze wyszedł, że tak się wyrażę, duch Brazylijczyka. Zapewne wiele osób, które słucha Rocka, nigdy w życiu nie miało styczności z muzyką brazylijską, a konkretnie w tym wypadku – Bossa Novą. Bardzo wyraźny jest tutaj rytm zaczerpnięty z Bossy, co słuchacz muzyki z tych stron, szybko zauważy. Najbardziej czuć go od 1:54, kiedy wchodzi gitara. Dla mnie, Spread Your Fire to wisienka na torcie. Zawsze mimowolnie zaczynam wybijać rytm przy tej piosence.
Dochodzimy prawie do końca. Przedostatnim kawałkiem jest Wishing Well. Tutaj konkretnie słychać Angrę, ale też nie do końca. Wciąż zachowywany jest charakter albumu. Przejście ze Spread Your Fire do Wishing Well to dobre połączenie. Oba wykonania są dość żywe, jednak tutaj Edu ma bardziej marzycielski ton głosu.
To już ostatni utwór i zaraz przejdę do opisania całości.
Ostatnią piosenką z albumu jest Heroes of Sand. Wszystko musi się kiedyś skończyć, a ten album robi to dobrze. Mimo dość spokojnego początku, jest to piosenka energiczna. Nie mam tu na myśli tego samego rodzaju energiczności jak Spread Your Fire i Wishing Well. Tu bardziej chodzi o głębię samego utworu. Brzmi delikatnie, jednak jest energiczny.



Przyszedł chyba teraz najbardziej wyczekiwany moment, prawda?
Nie będzie żadnym zdziwieniem, jeśli powiem, że album jest naprawdę dojrzałym dziełem, a nie sileniem się na wybitność. Słychać, jak wszystko jest dopieszczone, co do pojedynczego dźwięku. Przez całą recenzję wstrzymywałam się z ocenieniem głosu Eda. Teraz już mogę to powiedzieć. Brzmi niesamowicie dojrzale i przede wszystkim, jego śpiew nie jest sztuczny. Słychać, że płynie to z głębi jego duszy, z jego serca. To nie jest cover album jak każdy inny. Ma w sobie coś głębokiego, ukazującego dojrzałość i wrażliwość jego twórcy.

Najlepsze: Nova Era, Rebirth, Spread Your Fire

Nie będę patyczkowała się z oceną. Z czystym sercem wystawiam 10/10.

Komentarze

Zobacz również:

Zacznijmy od początku